HISTORIA EWY W.

Ślub braliśmy 1 czerwca 1996 roku. Przed ślubem znaliśmy się rok. Wyglądało to jak w bajce, normalnie, jak w amerykańskim filmie. Zawsze mówił - na to jest świadkiem moja matka i brat z bratową- że on nigdy nie uderzyłby kobiety, obojętnie jakiej.

Pracował w jednej z większych bydgoskich agencji ochrony, strzegł obiektu blisko mojego miejsca zamieszkania, po prostu chodził między blokami. Było tam boisko, gdzie graliśmy w kosza. Był bardzo spokojny, to jedyne na co zwróciłam wówczas uwagę. Zawsze stali we dwóch. Ten co z nim stał, to jak każdy chłopak w takim wieku, do każdej dziewczyny co przechodziła próbował zagadać. A on siedział na murku i rozwiązywał krzyżówki. Pewnego razu przemówił do mnie: “czy masz papierosy?” To go poczęstowałam i tak się to zaczęło. Od samego początku było tak, że on mnie trzymał, siedziałam mu na kolanach, obejmował mnie. To było wtedy dla mnie miłe. To był najczulszy mężczyzna jakiego znałam.

W krótkim czasie kazał mi się zwolnić ze szkoły, nosił za mnie obiegówkę. Mówił, że muszę przerwać szkołę, bo on się boi jak chodzę do szkoły, a on nie może być przy mnie. Miał swoje zdanie, że świat jest straszny, że w szkole może mi się coś stać, a jego tam nie będzie. Mówił, że ja nie muszę chodzić do szkoły, bo on będzie utrzymywał rodzinę. Jeszcze przed ślubem uderzył mnie parę razy po twarzy - potem jakby ocknął się i powiedział, że widział jakiegoś kolegę, co mu się naraził, to go spoliczkował. Przepraszał mnie, to mu uwierzyłam. Nie pozwalał mi się z nikim witać, podawać komuś ręki. Przed ślubem raczej nie używał przemocy, bardziej nasiliło się to po ślubie. Po ślubie zerwaliśmy kontakty z całą naszą rodziną, bo on uważał, że moja rodzina ma coś z głową. Wtedy do grudnia nie widziałam małej brata, chociaż to moja chrześniaczka, ani brata, ani bratowej, ani dziadka, żadnej rodziny. Jedynymi osobami, z którymi mieliśmy kontakt, to była jego matka i moja matka. On po prostu postawił warunek, że jedynymi osobami z którymi się spotykamy są nasze matki. Tak zostało ustalone, że jedyne osoby, które mogą wchodzić do mieszkania, to jest moja matka i jego matka.

Zamieszkaliśmy z jego matką i nikt poza moją matką nie znał adresu. Teściowa wkrótce wyprowadziła się, bo stwierdziła, że nie może tego wytrzymać, co on ze mną robi, teraz się tego wypiera. Kontakty z przyjaciółmi jakie były przedtem też zostały zerwane. Jak się dowiedziałam ostatnio, do grudnia mój brat i moja bratowa nie wiedzieli, jakie ja mam nazwisko po ślubie, bo matka im nie chciała powiedzieć, bo się bała, że znajdą jakoś adres. Tak, że nikt nic nie wiedział. Jedynie jeden jego kolega, z którym się znał od 14 lat wiedział, gdzie mieszkamy. Raz nas odwiedził, jak mnie zobaczył, to po prostu zrezygnował z wizyty. Byłam wtedy strasznie pobita, miałam posiniaczoną twarz, nie wiedział co ma robić. On jego nie chciał wpuścić, ale kolega po prostu wszedł.

Od początku małżeństwa było tak, że wchodził za mną do ubikacji. Nie tłumaczył tego. Pierwszy raz, to było po ślubie. Pilnował mnie. Pomiędzy pokojem a ubikacją jest korytarz i tam są drzwi wejściowe i mogłabym szybko uciec. On był taki zazdrosny.. . Próbowałam mu się sprzeciwić. On mnie jeszcze wtedy nie bił, ale przekonywał słownie. Nie pamiętam, co wtedy mówił. Zawsze przedstawiał to jako dowód miłości i troski, że on mnie nigdy nie opuści, bo się o mnie boi.

Wolno mi było oglądać tylko bajki na kablówce. Kiedy oglądałam co innego, to on wpadał w szał i zaczynał mnie bić. Tak było do grudnia z tymi bajkami. Bo on mnie traktował jak dziecko. Kupował mi maskotki, pluszowe misie, kotki, ostatnią na 18 urodziny. Mówił, że musi mnie pilnować, żeby mi się krzywda nie stała. To było na takiej zasadzie, że jak on wychodził do pracy, to zamykał drzwi na klucz i zaklejał je taśmą. Tak było od początku.

Miesiąc po ślubie pierwszy raz zaczął mnie podduszać, tak że po prostu straciłam przytomność. On myślał, że ja udaję, więc mnie wypuścił z rąk i uderzyłam głową o kaloryfer. Miałam rozciętą głowę. Po prostu nieraz miał takie napady, że zaczynał bić bez powodu i dopóki się nie wyładował, to nie skończył. Wtedy mi się zdawało, że to tak jakby nie wiedział, że mnie bije. Jak ja próbowałam się bronić - dlatego ręce mam takie powyłamywane, po prostu brał je do tyłu i wykręcał. Mówił: “E., nie rób tego, bo dostaniesz bardziej”. W tym momencie wymawiał moje imię i na pewno wiedział, że to ja. Tak to się nie odzywał. Za każdym razem praktycznie od ust mi się tkanka odrywała. Później po prostu wisiała. On twierdził, że to nieestetycznie wygląda i brał jakąś igiełkę czy coś i sprawdzał, czy to jest jeszcze żywe czy martwe, po prostu mi nakłuwał i jak nic nie czułam to brał skalpel - bo pracował w szpitalu jako ochroniarz, to miał te wszystkie narzędzia, te skalpele chirurgiczne, igły, strzykawki, wszystkie możliwe rozmiary igieł. Po prostu brał skalpel, obcinał, tak na żywca.

W grudniu zaczęłam uciekać. On dość szybko biegał. Doganiał mnie pod klatką, ciągnął siłą do góry, do domu. Kiedyś on pobiegł do góry, ja się zatrzymałam u sąsiadów, dwa piętra niżej, zaczęłam dzwonić do nich, nie chcieli mnie wpuścić. W końcu mnie wpuścili, on się zorientował, że ja za nim nie idę, zbiegł na dół i przed sąsiadem zaczął grozić. Ja w tym czasie zadzwoniłam do mojej matki. Powiedziałam: “Masz przyjechać”. Odłożyłam słuchawkę, żeby jak najkrócej z nią rozmawiać, wtedy on mnie wziął za kurtkę, tak ucapił z tyłu i zaczął mnie znowu bić. W tym momencie przyjechała policja, bo któryś z sąsiadów zadzwonił po nich. Policja zaczęła go spisywać z dowodu, przyjechała moja matka. Powiedziała. żeby oni sobie pojechali. On jeszcze parę razy mnie uderzył za to, że policja przyjechała, no i dostał ataku. Ani matka moja, ani ja nie wiedziałyśmy, że on jest chory na cokolwiek. Moja matka zadzwoniła po jego matkę. Tamta przyjechała z dwoma swoimi braćmi. Zadzwonili po pogotowie i po policję. Aresztowali go. Najpierw na trzy miesiące, potem mu przedłużali co trochę. Od 28 grudnia do 27 czerwca był zamknięty. Potem wyszedł. Była rozprawa. Ta rozprawa była nie zakończona. W sumie przesłuchiwana byłam tylko ja, jego matka, moja matka i biegli lekarze. Jeszcze było dużo świadków, którzy mieli być przesłuchiwani. Na każdej kolejnej rozprawie wchodził na salę jeden świadek, zdążył powiedzieć parę zdań, a on wtedy dostawał ten swój niby atak. Padał na sali. Sędzia od razu przerywał i odraczał rozprawę. Sprawa cały czas się toczy. Wytoczyli mu sprawę z urzędu. Jak się nawet w telewizji wypowiedział sędzia sądu wojewódzkiego, to oni go wypuścili ze względu na stan zdrowia, no i że rodzina poręczyła za niego. Miał dozór policyjny i chodził raz w tygodniu na policję, co dla mnie jest absolutną bzdurą, bo parę razy nawet się zdarzyło, że dowodu nie sprawdzali u niego policjanci. Brał książkę, wpisywał datę, godzinę, podpis - to był cały dozór policyjny. Teraz moja matka ma dozór policyjny.

W W grudniu miałam anemię, połamany nos, pełno krwiaków na nogach, bo tłukł mnie tłuczkiem do ciasta. Wyłamany miałam wtedy lewy łokieć. Policjanci byli zszokowani. Dziwili się, zastanawiali się, czy on jest chory psychicznie, bo nie mogli sobie wytłumaczyć, że to wszystko... że on coś takiego zrobił, bo nie znaleźli innego wytłumaczenia na to na przykład, że wyciął mi usta. Zdrowy tego nie zrobi. Jak go policjanci brali, to powiedzieli do mnie: “Jedź pani do domu”. I ja pojechałam do matki i oni tam następnego dnia przyjechali i mnie przesłuchiwali z matką. Ona wszystko zganiała na jego chorobę, że na pewno dlatego to robił, że jest chory. Moim zdaniem on jest chory na widok munduru policyjnego i na sali rozpraw, a ja o takiej chorobie nie słyszałam.

Niektórzy sąsiedzi na pewno wiedzieli, że mnie bił, bo na pewno było słychać. No, ale wtedy co uciekłam, to zadzwonili po policję i teraz część sąsiadów będzie zeznawać na rozprawie. Wcześniej na pewno się bali; sam jego wzrost ich przerażał. Widzieli co ze mną zrobił, to na pewno się bali.

Moja matka też wiedziała, ale nic nie zrobiła. Mama nie próbowała nawet stanąć w mojej obronie. Nieprawda, że nie potrafiła. Po prostu nie chciała. Ona broniła zięcia, stawała w jego obronie. Dzień w dzień byłam bita, czasami nawet zdarzało się, że matka była tego świadkiem. Wtedy stała i biernie się przyglądała. Parę razy zdarzyło się, że cała pościel była zakrwawiona. Matka wchodziła wtedy do pokoju i nigdy nie zapytała się: “Skąd ta krew? Co się stało?”- tylko podchodziła do niego i mówiła: ,,dlaczego nie zmienicie pościeli”.

Wcześniej, w mojej matce, jedynie to mi się wydawało dziwne, że wszędzie mnie za sobą ciągnęła. Jak ja chciałam gdzieś wyjść sama, to było wykluczone. Ja nie chciałam kłótni, a była kłótnia. Ona tak jakby chciała mnie mieć tylko dla siebie. Nigdy się nie zdarzyło, żebym ja gdzieś wychodziła sama, chodziłam wszędzie tylko z nią. Mówiła: “Jak nie pójdziesz ze mną, to ja też nie pójdę”, więc po prostu z nią chodziłam. Byłam zmuszana do tego. Do 17 roku życia. Gdziekolwiek szła, do jakichkolwiek znajomych, musiałam iść z nią. Chciała mnie kontrolować. Ja nie wiem, za kogo ona mnie uważała. Ja na przykład nigdy nie miałam prawa do własnego zdania. O to, że nie chcę iść z nią, to była kłótnia, że to brat albo bratowa mnie nastawili, że ja mam swoje zdanie. Brat próbował stawać po mojej stronie, a matka tak i tak swoje.

Dochodziłam do siebie, leżałam w szpitalu, miałam operację nosa. Musiał być udrażniany, bo miałam usuniętą tę chrząstkę, co bokserzy też mają usuwaną. Miałam przetaczaną krew. Po wyjściu ze szpitala zaczęłam pracować. Tak jakby tego okresu co byłam z nim nie było. Miałam te same koleżanki ze szkoły, miałam kontakt z jego kolegą.

Starałam się nie rozmawiać o tym co było. Oni też nie rozmawiali. Pracowałam przez te parę miesięcy w okręgowej izbie radców prawnych. w biurze.

Kiedy wrócił musiałam zostawić pracę. Umowa została rozwiązana za porozumieniem stron. Znów działałam pod jego presją. Argumentował, że jest chory, że muszę się nim opiekować, że ja jestem jego żoną, a on potrzebuje mojej pomocy. Że nie można go zostawić ani na chwilę samego, bo coś mu może się stać. On może w każdej chwili dostać atak, straci przytomność i po prostu będzie z nim koniec. Nie wiem, czy w to wierzył, czy tylko tak gadał. W sumie litowałam się nad nim i byłam też zastraszona. Jak tego nie zrobię to wróci tamto, on sobie przypomni, a tak może będzie dobrze.

Właściwie to nie wiem, dlaczego znów z nim byłam. Bałam się. Główną winowajczynią jest moja matka. Ona mu zaproponowała, żeby zamieszkał z nami. On wrócił z aresztu śledczego do swojej matki, do swojego domu, a moja matka zaczęła do niego wydzwaniać, po prostu kiedyś przyszedł, ona mu zaproponowała, żeby zamieszkał z nami, a on wyraził zgodę. Jak zamieszkał z nami to powiedział, że ja sobie sama to wszystko zrobiłam, bo on by nie był w stanie tego zrobić, że on został niewinnie oskarżony, niewinnie siedział 6 miesięcy, ale on mi to wybacza. Mama była za nim.

Matka z ojcem była w separacji, tak żyli od kilkunastu lat, od kiedy pamiętam. Jak wrócił mój mąż, po prostu spakowali jego rzeczy, wystawili meble i nie miał gdzie wrócić. Ona wiedziała, że mój mąż go wyrzuci z domu. Ojciec lubi sobie wypić od czasu do czasu. Któregoś dnia jak przyszedł wypity, zobaczył jak jestem pobita, zapytał co to jest i co się dzieje. Jak ktoś mojego męża o to pytał, to on dostawał furii, to i parę razy uderzył ojca, że ten stracił przytomność. Wtedy matka kazała mojemu mężowi zadzwonić na policję i policja zgarnęła ojca do Izby Wytrzeźwień. To było jeszcze w sierpniu. Zawsze mówił matce, że o każdej porze dnia i nocy może dzwonić po niego. Jeżeli ojciec robiłby jakieś awantury. Nie dała złego słowa na niego powiedzieć. A potem to zaczęła mówić, że ona ma tylko jedno dziecko. Wyrzekła się mnie i brata, mówiła, że jej synem jest tylko on. Trochę mnie zdziwiło, że wyparła się mnie i brata, że kocha tylko jego.

Może dwa tygodnie albo trzy wcale mnie nie uderzył i było wszystko w porządku. Jak w najbardziej udanym małżeństwie. Moja matka gotowała. Był bardzo wybredny w jedzeniu.

Kiedyś matka gotowała to co sama chciała. Teraz było tak, że robiła to, co on lubił. Przez ten czas, jak mnie nie uderzył, to się tak ze sobą skumali i potem był ten wybuch.

Oni po prostu chcieli ze mnie zrobić wariatkę, nawet zaprowadzili mnie w lipcu do psychiatry, gdzie wizyta u psychiatry polegała na tym, że psychiatra zadawał mi pytania, a na pytania odpowiadał mąż. Psychiatra spojrzał na mnie i od razu powiedział na co ja jestem chora, bo oni już przedtem mu to opowiedzieli. Nie wiadomo, co mu opowiadał mąż. Psychiatra zadawał mi dziwne pytania. Jedyne z czym się zwrócił do mnie, to jak przebiegał mój poród. To ja go zapytałam, skąd ja mogę wiedzieć, jak ja się rodziłam. On też mi próbował wmówić, że pewnie ja sama sobie to robię. On był ze swoją matką pierwszy raz u tego psychiatry i prawdopodobnie wtedy mu to wszystko opowiedział. Bo jak przyszłam z nim, to lekarz zaczął pytać, czy to się powtórzyło i takie pytania, czy to nadal tak jest, że się okaleczam. Prawdopodobnie ten psychiatra jest świadkiem, bo go podawałam do akt policyjnych. Wydawało mi się zadziwiające, że on nie wyprosił męża i że gdy on mi zadawał pytania, a mąż na nie odpowiadał, to on nie zareagował. To dla mnie było dziwne. Przed wizytą u psychiatry mąż mi powiedział, co mi jest: psychoza za skłonnościami sadomasochistycznymi. Psychiatra leki mi zapisał, ale ja tych leków nie brałam. On chciał mnie wziąć na obserwację do szpitala, ale ja nie wyraziłam zgody. Wiedziałam, że mąż mi nie da pójść do szpitala, bo on lekarzy nie uznawał. Psychiatrę uznał, żeby mnie tak jakoś pogrążyć. Ale jak przeciął mi rękę, co ten znak mam na tym oparzeniu, to sam zeszywał. Jak już przeciął, to potem sam szył. Tak samo, jak mi obciął palec u nogi, to potem go zaszył. Jak oglądał to lekarz chirurg powiedział, że wszystko jest idealnie zszyte. Skąd on to umie, to ja tego nie wiem. Jak rok pracował jako ochroniarz w szpitalu, to tam mógł podpatrzyć. Jako ochrona wojewódzkiego szpitala tylko nocki chłopaki siedzą na portierni. On mi nie opowiadał o tej wcześniejszej pracy.

Przeprowadził się do mojej matki 10 lipca. Około połowy sierpnia było pierwsze pobicie. Po pobiciach byliśmy u psychiatry raz czy dwa razy, to na pewno już widział te siniaki pod oczami. Gdzieś pod koniec października wziął się... Nic tego nie zapowiadało, zaczął znienacka. Nie tłumaczył dlaczego czy po co. A ten palec to mi obciął na pamiątkę, że poszłam do ginekologa. Poszliśmy do lasu na spacer, usiadł mi na nogach i powiedział: “Teraz będziesz miała pamiątkę tego” i obciął mi palec. Oczywiście palec krwawił całą drogę, doszliśmy do domu, to mi zaszył. Mówię teraz o tym wszystkim na spokojnie, żeby raz na zawsze o tym wszystkim zapomnieć. Staram się to wymazać. Było powiedziane, że idziemy na spacer. To była kara za to, że byłam u lekarza. Jak już powiedziałam, nie uznawał lekarzy. Wizyty u lekarzy nie podobały mu się. Jak był w więzieniu, to ja wszystkie badania miałam robione. I to, że było to w czasie jego nieobecności, że nawet mu o tym nie napisałam i nie zapytałam się go o to. Był chorobliwie zazdrosny.

Zaczęłam szukać jakiejś drogi ucieczki. Zastraszona byłam od kilku miesięcy. Jak bym zawołała: “Na pomoc”, to bym wszystkie palce miała obcięte albo i coś więcej. “Dostaniesz więcej” - to były jego słowa. A że w tym momencie obciął palec, to sobie skojarzyłam, żeby obciął wszystkie, jest do tego zdolny. On zawsze robił tak, że najpierw bił, a potem na to miejsce zranione przykładał okłady. On i swojej i mojej matce opowiadał, że ja sama sobie to robię. On sam, tak jakby, przyjmował tę wersję. Matka to jedynie widziała ręce powyłamywane, no i twarz. Żyłki w oczach miałam popękane, oczy całe czerwone, no i strasznie byłam spuchnięta. Wtedy matka stwierdziła, że to jest zapalenie spojówek. W okresie, zanim uciekłam, były też dwa oparzenia, rozcięcie dłoni. Na palec przez kilka dni robił okłady, było w porządku. Potem w ataku furii, przyłożył mi rękę najpierw do pieca, zobaczył, że to jest mała rana, to trzymał dłużej, żeby było większe oparzenie.

W intymnych sprawach był zawsze bardzo czuły. Gdyby tylko to brać pod uwagę, to nigdy bym nie powiedziała, że on jest zdolny do czegoś takiego jak obcięcie palca. Mówił zawsze, że mnie kocha, że nic się dla niego bardziej nie liczy niż ja. Nie wiedziałam co mam robić, nie wiedziałam co mam czuć.

Jak już mi ten palec obciął, to nie dochodziło do współżycia, bo ja mu na to nie pozwalałam. On dostawał szału. zaczynał bić, mogłam mdleć, a on myślał, że udaję. Bił dalej, dopóki się nie wyładował. Jak się próbowałam bronić to mówił: “Ewa nie rób tego, bo pożałujesz albo dostaniesz więcej”.

Uciekłam do brata, a że brat nie miał samochodu, to zadzwoniliśmy do kuzyna. Kuzyn przyjechał po nas. Pojechaliśmy na komendę i złożyliśmy zeznania. Męża chcieli aresztować na 48 godzin, więc pojechali do niego do domu. Zobaczył policję - mundur policyjny - padł. To był 22 czy 23 sierpnia. Wtedy miałam jeszcze paznokcie, tylko ręce pokiereszowane scyzorykiem, no i twarz zmasakrowaną. Bratowa poszła do pracy, matka zadzwoniła do mnie, żebym wracała, że już jestem bezpieczna, że on jest zamknięty w szpitalu. Wtedy jeszcze wierzyłam matce. On był w domu i na dzień dobry znowu dostałam. Policja go nie zamknęła, ponieważ lekarze psychiatrzy stwierdzili, że on nie może przebywać w zamknięciu. W ogóle z tymi lekarzami nie rozmawiałam i nie wiem, kto go badał ani nic. Była z nim wtedy moja matka, ona też mówiła, że to ja jestem chora. Powiedzieli mi, że już mi coś takiego zrobią, że popamiętam. Zaprowadzili mnie, żebym odwołała zeznania. Nauczyli mnie, jak mam napisać oświadczenie. Moja matka zeznała, że widziała mnie jak uciekałam wieczorem i że nie miałam żadnych śladów pobicia. Kazali mi napisać oświadczenie, że wszystko robię sama, że jestem chora na psychozę. I na policji przyjęli takie oświadczenie

Zdarzało się, że niektóre dni były w porządku, normalne, nie można mu było nic zarzucić. Czasami starałam się wracać do tego co zrobił. Jak do tego wracałam, to ten atak znów w niego wstępował i znowu zaczynał mnie bić. Później dla swojej obrony, jak gdyby przestałam wracać do tych tematów, żeby bardziej nie dostać. Później zaczął wmawiać wszystkim naokoło, że ja sama sobie to robię. na przykład że ja sama sobie wszystkie paznokcie u rąk i u nóg wyrwałam. Teraz jak wrócił, to były te cięcia rąk.

W Zakładzie Medycyny Sądowej takiego przypadku jeszcze nie widzieli - całe ciało po prostu pocięte... Jedyną możliwością ratowania się były te ucieczki. Zawsze był w domu, miał tyle siły, że nie mogłam sobie z nim poradzić.

Kolejny raz udało mi się uciec dopiero w październiku. Uciekłam do dziadka. Z domu wychodziłam przedtem tyle tylko co z nim - do jego matki albo na komendę, gdzie on podpisywał. Zawsze miałam podbite oczy albo cała byłam opuchnięta, ale nikt mnie o to nigdy nie zapytał. Cały czas byłam albo pod jego strażą, albo pod strażą matki. Matka uważała, że to ja sama się kaleczę. On tak mówił i ona w to wierzyła. Pilnowała mnie chyba na tej zasadzie, że nie może pozwolić, żebym sobie coś zrobiła. Jak szłam to on szedł za mną. Zawsze był. Żebym przy nim matce powiedziała, że obciął mi palec czy coś takiego, to zupełnie odpada.

Wszystkie te paznokcie zostały jednego dnia wyrwane. Krzyczałam wtedy. Jak wyrywał mi z rąk, to jedną ręką mnie przytrzymywał, a jak wyrywał mi z nóg, to po prostu mi usiadł na nogi. Ja po prostu mdlałam, ale wtedy jeszcze dostawałam po twarzy, że udaję. Po prostu próbuję w nim obudzić litość. Wtedy nie było nikogo, tylko sąsiedzi za ścianą. Oni nie wiedzieli jak mają zareagować, co mają zrobić. Też byli zastraszeni przez niego. To są starsi ludzie, po siedemdziesiątce. To jest wspólny korytarz i na pewno bardzo dobrze było słychać. Gdzieś w połowie września uciekłam do dziadka, ojca matki. Tam matka też przyszła i powiedział, że go odwiozła do jego matki, że mogę wracać do domu. Zawołała taksówkę. tyle że za rogiem on do niej wsiadł. Poszliśmy do domu. Bił mnie. Za to, że musieli mnie szukać. Matka patrzyła. Ja nie wiem co stało się z matką. Nie zadawała pytań, a potem twierdziła, że ja sama sobie to wszystko robię. Do swojej siostry mówiła, do bratowej, że robię to, bo jestem chora. Z nim, z tego co podsłuchałam siedząc w pokoju, opowiadali sobie dowcipy albo śmiali się z mojego brata. Brat był pierwszą pięścią S., to mama nie mogła w to uwierzyć. Kiedy on wrócił z więzienia, to śmiała się, że jak jest taki mądry, to niech się z nim zmierzy. Że brat jest tylko mocny w gębie. Nieraz mówili szeptem. Bardzo dobrze się rozumieli, co dla mnie było dziwne, bo ani ja się nie mogłam porozumieć z matką; ani brat, ani bratowa, ani nikt inny. Na dobranoc dawali sobie buzi w policzek, czego ja nawet będąc małym dzieckiem nie robiłam.

On w domu nie robił nic. Czasami oglądał telewizję do późnych godzin. Filmy przyrodnicze, “Strażnika z Teksasu”. Uważał, że pod każdym względem jest naj... Najpiękniejszy - każda dziewczyna z nim pójdzie. Najsilniejszy - z każdym sobie poradzi. Najmądrzejszy - zawsze miał rację w tym co mówił.

Raz uciekłam do cioci, to po prostu siłą mnie wykradli. Weszli do cioci i tak jak siedziałam, bez butów, bez kurtki wziął mnie na ręce i wyniósł z mieszkania. Tu próbował zrobić to samo, ale brat i bratowa polecieli po sąsiada z dołu i w dwóch go po prostu za drzwi wyprosili. A moja siostrzenica była bardzo przestraszona. Uciekałam razem z nią z pokoju do pokoju. On się ukrywał - po dwóch dniach policja go znalazła. Był u swojej siostry, zaczął udawać swój zwykły atak, bo on ataku dostawał na widok munduru policyjnego albo na sali rozpraw. Padał na ziemię, jak widział mundur policyjny, od razu, na zawołanie. I tak samo było jak teraz go zabierali, bo najpierw brali go do szpitala, policjant stał przy łóżku, dostał jakiś zastrzyk, to wtedy spał i wtedy go zawieźli do prokuratury. Dostał tymczasowy areszt, no i tylko tyle co teraz z gazet wiem, to czekają na miejsce w szpitalu, żeby został poddany badaniom psychiatrycznym. Wtedy matka zaczęła wydzwaniać do brata, że ona teraz będzie miała zarzut postawiony, że ją mogą zamknąć do więzienia, że zabieramy jej to, co ona ma jeszcze jedynego.

Muszę zacząć od nowa życie. Przez niego przerwałam naukę. Najpierw chcę dokończyć szkołę. W sumie to bolą mnie teraz tylko ręce. Czasami budzę się z bólu. Nie chciałam o tym wszystkim mówić. Uczucie sparaliżowania, bezradności, strachu, że nie można nic zrobić. Myśl o tym co było, to ból. Pamiętam ból, wspomnienia bólu. To sprawia mi ból, ale staram się przez to przejść. Nie chciałam tego przeżywać wszystkiego od początku, ale teraz myślę, że może mi to pomóc. Staram się w ciągu dnia nie myśleć o tym.

Nie rozmawiałam nigdy o sobie, tyle co z bratem i z bratową.