UDZIAŁ KOBIET WE WŁADZY

Małgorzata Fuszara


W XIX wieku na ziemiach polskich, podobnie jak w wielu innych krajach, podejmowano różne działania na rzecz praw wyborczych kobiet. Kobietom uniemożliwiano jednak wówczas nie tylko w udział w wyborach, ale też jakąkolwiek działalność polityczną i społeczną wymagającą organizowania się. Przeszkody te były w wielu krajach regulowane prawem i prawa takie obowiązywały także na ziemiach polskich znajdujących się pod zaborami. Przykładem może być tutaj monarchia Habsburgów, w której ustawa o stowarzyszeniach z 1867 roku stwierdzała wprost, że "obcokrajowiec, kobieta i małoletni nie mogą być przyjęci do stowarzyszenia politycznego". Jest więc oczywiste, że znajdowanie miejsca do artykułowania interesów politycznych kobiet nie było w takich warunkach możliwe.

Kobiety podejmowały jednak ciekawe próby wykorzystania istniejącej regulacji prawnej tak, aby je również objęło prawo wyborcze. W mieście Biała np. kobiety stwierdziły, że spełniają kryteria przewidziane w ustawie o samorządzie miejskim, gdzie wśród warunków wymieniano pełnoletniość, zamieszkiwanie w gminie od co najmniej roku i opłacanie podatków bezpośrednich w określonej prawem wysokości. Ustawa wprost nie wspominała o płci, uważano zapewne za oczywiste, że głosują i są wybierani wyłącznie mężczyźni. Kobiety, które stwierdziły, że spełniają wymagane prawem warunki, domagały się umieszczenia na listach wyborczych. Magistrat jednak, mimo spełniania przez nie warunków, nie zgodził się na to. Zainteresowane odwołały się wówczas do Trybunału Państwa. Musiał on rozstrzygnąć, czy znajdujące się w regulacji prawnej określenie "każdy" obejmuje również kobiety. Rozstrzygnięcie można uznać za próbę pogodzenia wody z ogniem - ogólną wątpliwość rozstrzygnięto wprawdzie na korzyść kobiet i stwierdzono, że "każdy" to i kobieta, i mężczyzna, ale kobiety mogą głosować tylko przez swojego pełnomocnika, a zatem - w zastępstwie żony głosować mógł mąż, uzyskując w rzeczywistości dwa głosy. Nie było oczywiście możliwości sprawdzenia, w jaki sposób głosował.

Pełnomocnikami-mężczyznami musiały także posługiwać się żeńskie klasztory (W. Najdus, 1994).

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku przyznano kobietom i mężczyznom czynne i bierne prawa wyborcze na takich samych zasadach. Nie znaczy to, że stało się tak w sposób automatyczny i bez zabiegów ze strony samych kobiet. Początkowo nie przewidywano przyznania kobietom praw wyborczych. Działaczki ruchu kobiecego zorganizowały więc w 1917 roku kongres w tej sprawie, a powstałą wówczas petycję przedstawiła delegacja kobiet pod przewodnictwem dr Zofii Budzyńskiej-Tylickiej, która w późniejszych latach była posłanką (S. Walczewska, 1995). Przed II wojną światową udział kobiet we władzach ustawodawczej i wykonawczej był jednak minimalny. Kobiety stanowiły 2% członków Sejmu i 5% członków Senatu. Warto zapamiętać niektóre z pierwszych posłanek - wśród pierwszych kobiet zasiadających w polskim Sejmie wymienić należy Irenę Kosmowską, posłankę na Sejm w latach 1919-1930 z listy PSL Wyzwolenie, działaczkę Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Była ona pierwszą kobietą w rządzie - wiceministrem opieki społecznej w Rządzie Tymczasowym powołanym przez Ignacego Daszyńskiego. W prezydium Sejmu pierwsza kobieta pojawia się w 1922 roku jako sekretarz tymczasowego prezydium. Jednak na bardzo krótko, nie znajdujemy jej już bowiem w składzie prezydium wybranego na I kadencję.

W okresie powojennym w Polsce reprezentacja kobiet w parlamencie była liczniejsza, choć nigdy nie osiągnęła nawet 1/4 jego składu. Udział kobiet w powojennym sejmie kształtował się w następujący sposób:

w 1 kadencji 1952 - 1956 kobiety stanowiły 17%

w 2 kadencji 1956 - 1961 kobiety stanowiły 4%

w 3 kadencji 1961 - 1965 kobiety stanowiły 13%

w 4 kadencji 1965 - 1969 kobiety stanowiły 12%

w 5 kadencji 1969 - 1972 kobiety stanowiły 13%

w 6 kadencji 1972 - 1976 kobiety stanowiły 16%

w 7 kadencji 1976 - 1980 kobiety stanowiły 20%

w 8 kadencji 1980 - 1985 kobiety stanowiły 23%

w 9 kadencji 1985 - 1989 kobiety stanowiły 20%

w 10 kadencji 1989 - 1991 kobiety stanowiły 13%

w 1 kadencji Sejmu RP od 1991- kobiety stanowiły 10%

w 2 kadencji Sejmu RP od 1993- kobiety stanowiły 13%

w 3 kadencji Sejmu RP od 1997 - kobiety stanowią 13%

W powyższych danych zwraca uwagę przede wszystkim fakt gwałtownego spadku udziału kobiet w sejmie w latach politycznych odwilży - w 1956 roku kobiety-posłanki stanowiły rekordowo niski odsetek kobiet w parlamencie (4%), udział kobiet gwałtownie spadł także po pierwszych wolnych wyborach w 1989 roku - z 20% do 13%. Trzeba tu przypomnieć o ważnym mechanizmie, który zdaje się działać w tym przypadku - udział kobiet w parlamencie zmniejsza się gwałtownie wówczas, gdy parlament uzyskuje rzeczywistą władzę. W długich okresach rządów komunistycznych, gdy realną władzę sprawowała PZPR, na szczytach tej partii nigdy nie było żadnej kobiety lub jedna - jako świadectwo braku dyskryminacji. Zawsze też było bardzo mało kobiet w rządzie. W latach, w których wydawało się, że parlament uzyskuje rzeczywistą władzę, nadaną mu w konstytucji (1956), lub gdy rzeczywiście władzę taką uzyskał (1989), udział kobiet w parlamencie bardzo wyraźnie spadał. W publicystyce, a także niekiedy w przeprowadzanych przez nas badaniach spotykamy pogląd, że kobiety w czasach komunistycznych znajdowały się w parlamencie "z klucza", a wypowiedzi te sugerować mają, że obecnie znajdują się tam "nie z klucza", lecz na jakiejś innej, bardziej sprawiedliwej zasadzie. Nie wchodząc w szczegóły, warto jednak zauważyć, że słowo "klucz" ma zapewne oznaczać w tym wypadku z góry określoną zasadę rozdziału miejsc pomiędzy poszczególne ugrupowania polityczne i grupy w społeczeństwie. Tak rozumiany "klucz" istnieje w każdych wyborach, choć w wyborach wolnych ma znacznie mniejsze znaczenie. Nie ma wprawdzie "klucza" w tym sensie, w jakim obowiązywał za rządów komunistycznych, gdy z góry jakiś ośrodek władzy określał, kto wejdzie do parlamentu, i praktycznie głosowano wyłącznie na tych kandydatów, gdyż tylko oni byli do wyborów zgłoszeni. W takiej sytuacji rzeczywiście wszyscy do parlamentu wchodzili "z klucza"; klucz ten w niepisany sposób określał także, ile kobiet i ilu mężczyzn będzie w parlamencie.

Trzeba jednak brać pod uwagę, że nigdy wszystkie decyzje nie zależą bezpośrednio od wyborców, partie bowiem lub inne grupy określone w ordynacji wybierają kandydatów, partie ustalają kolejność na listach kandydatów, a ordynacja wyborcza rozstrzyga, czy oddane przez wyborców głosy w rezultacie "zaliczone" zostaną osobie, na którą wyborcy głosowali, czy też będą "zaliczone" liderowi partii i doprowadzą do jego wejścia do parlamentu. Tak więc oczywiście również w wyborach wolnych istnieje pewien "klucz" decydujący o mniejszych lub większych szansach wyboru - w tym także wyboru kobiet i mężczyzn. Ważnym pytaniem, które musimy sobie zadawać, jest więc pytanie o zasadę, jaką ów "klucz" zawiera, a która po części wynika z ordynacji wyborczej i norm, jakie w niej przyjęto, po części zaś z decyzji podejmowanych wewnątrz partii. Decyzje, które należą do partii i koalicji wystawiających kandydatów w wyborach, dotyczą więc tego, kto będzie umieszczony na listach: mężczyźni czy kobiety; jakie miejsce na liście danej partii zajmą kandydatki i kandydaci na posłów; jakie postacie zostaną wyeksponowane w kampanii wyborczej, a więc na jakie kandydatury przeznaczone będą pieniądze. Już przed wyborami, a po ustaleniu kolejności na listach kandydatów można było przewidzieć, że reprezentacja kobiet w parlamencie zarówno po wyborach w 1993 roku, jak i w 1997 będzie bardzo mała.

Reprezentacja kobiet w parlamencie znacznie zmniejszyła się po 1989 roku. Taką tendencję zaobserwować możemy we wszystkich krajach postkomunistycznej Europy. Udział kobiet w parlamentach tych krajów gwałtownie spadł: w Bułgarii z 21% do 9%, w Czechosłowacji (w 1990 roku jeszcze istniała Czechosłowacja) z 30% do 6%, w NRD wynosiła 32%, w Niemczech 21%, na Węgrzech spadła z 21% do 7%, w ZSRR z 35% do 14% w 1990 r. Jest to więc bardziej uniwersalny mechanizm, który w momencie objęcia rzeczywistej władzy ustawodawczej przez parlamenty, zmniejsza w nich reprezentacje kobiet. Dzieje się tak nie poprzez odgórne decyzje czy z powodu nierówności zapisanej w prawie, ale drogą kombinacji zasad zawartych w ordynacjach wyborczych i ich realizacji przez poszczególne ugrupowania. W rezultacie wyeliminowane zostają wcześniejsze i zauważalne obecnie w innych rozwiniętych krajach świata dążenia do zwiększania reprezentacji kobiet w parlamencie. Trzeba bowiem w tym miejscu przypomnieć, że tendencja panująca w omawianej dziedzinie w krajach postkomunistycznych, w tym także w Polsce, jest dokładnie odwrotna od tendencji panujących w wielu krajach Europy Zachodniej, gdzie reprezentacja kobiet w parlamentach wyraźnie się zwiększa i w kilku krajach w latach dziewięćdziesiątych przekroczyła 30% ( Szwecja 40%; Norwegia 36% Finlandia i Dania 34%, Holandia 33%) i stale się zwiększa (Women in Politics in the Council of Europe Member States, Strasbourg 1997). W Polsce jest odwrotnie - udział kobiet w parlamencie po 1989 roku spadł, a teraz już trzecią kadencję utrzymuje się na tym samym, bardzo niskim poziomie (13%).

O szansach poszczególnych osób w wyborach, w tym także o szansach kobiet i mężczyzn, w dużej mierze - jak już wspomniałam - decydują partie polityczne i inne ugrupowania wysuwające kandydatów w wyborach poprzez ustalanie składu list wyborczych i kolejności startujących osób na tych listach. Warto więc w tym miejscu przypomnieć, że tworzenie partii politycznych było w początkach ich powstawania na świecie uważane za zagrożenie dla demokracji, gdyż partie reprezentują interes grupowy, także w opozycji do wspólnego dobra (J. Outshoorn, 1996). Obecnie uważa się partie za konieczne do funkcjonowania współczesnej reprezentatywnej demokracji. Nie oznacza to, że sprawa ta nie budzi w ostatnich latach pytań, zwłaszcza dotyczących tego, jak dobierani są kandydaci, którzy z ramienia partii startują w wyborach. Wyborcy bowiem, oddając swój głos, mają wpływ na to, kto będzie ich reprezentował spośród osób umieszczonych na listach poszczególnych partii, natomiast znacznie mniej zależy od nich, kto zostanie umieszczony na partyjnych listach. Sprawa wydaje się szczególnie ważna, gdy mówimy np. o reprezentacji kobiet i równych szansach kobiet i mężczyzn na to, by wejść w skład parlamentu.

W ramach dyskusji nad zwiększeniem reprezentacji kobiet, zwłaszcza w obecnej Europie postkomunistycznej, wytacza się argument "wolnych wyborów", braku "klucza" czy "kwoty", który ma ostatecznie uzasadnić niską reprezentację kobiet. Argument ten o tyle jest wątpliwy, że brak "klucza" dotyczącego płci nie oznacza, że nie ma żadnego "klucza" podczas ustalania list kandydatów. Są to przede wszystkim różnego rodzaju niejawne zasady decydujące w praktyce o tym, kto stanie się kandydatką/kandydatem z ramienia partii na dane stanowisko, i o tym, kto umieszczony zostanie na listach wyborczych. Ponieważ "klucze" te są niejawne, znacznie trudniej się o nich dowiadujemy niż o systemach, które np. w Europie Zachodniej promują kobiety w dziedzinach, w których są one niedoreprezentowane. Te ostatnie systemy są jawne, podlegają kontroli - w tym kontroli zarówno organów specjalnie powołanych do monitorowania równości pod względem płci, jak i kontroli sądów czy międzynarodowych trybunałów. Systemy niejawne nie podlegają natomiast żadnej kontroli zewnętrznej, a więc znacznie trudniej ocenić je z punktu widzenia demokratycznej reprezentacji. Przykładem rozmaitych "kwot" - nie kwot z punktu widzenia płci, lecz z punktu widzenia innych kryteriów - służyć mogą liczne w Polsce komitety wyborcze partii stających wspólnie do wyborów, dzielących miejsca na wspólnej liście według pewnych ustalanych w międzypartyjnych przetargach proporcjach, a następnie rozdzielające stanowiska według partyjnych kluczy. Niepisaną, ale powszechną w wielu polskich partiach regułą jest też dzielenie miejsc czy stanowisk według kluczy terytorialnych. Niejawne zasady rządzą także obsadzaniem miejsc na liście krajowej, a więc na tej "rezerwowej" liście dla szczególnie ustosunkowanych partyjnych kandydatów, którzy obawiają się, że mogą nie wejść do parlamentu w swoich okręgach. Dzięki liście tej w parlamencie znajdują się osoby, które nie zostały wybrane w wyborach, lecz wyznaczone przez partię, która jednak zdobyła odpowiednią liczbę głosów, aby z dobrodziejstwa tego mechanizmu skorzystać.

Takie problemy są zapewne wspólne współczesnej praktyce politycznej w wielu krajach demokratycznych, stąd dostrzeganie konieczności prowadzenia badań nad jawnymi i niejawnymi kryteriami stosowanymi na różnych etapach procesu wyborów. Postuluje się zwłaszcza ustalenie, jakie kompetencje prowadzą do wysuwania kandydatur lub obejmowania wysokich pozycji wewnątrz partii czy koalicji partyjnych. Projekty takich badań w różnych organizacjach uważa się za konieczne, zwłaszcza dla ustalenia mechanizmów blokujących kariery kobiet, gdyż jak się obecnie uważa, organizacje różnią się od siebie pod wieloma względami, ale są takie same, jeśli chodzi o udział kobiet i mężczyzn we władzy. Kobiety sądzą wprawdzie, że partie polityczne mają inne priorytety niż płeć - takie jak majątkowe czy ideologiczne. A jednak kobiety we wszystkich tych organizacjach napotykają na ten sam strukturalny problem - mężczyznom przyznaje się pierwszeństwo przed kobietami (M. Wadstein, 1996; s. 62).

Nie znam badań, które pokazałyby jak przebiega system rekrutacji kandydatów i kandydatek do parlamentu w poszczególnych partiach w Polsce. Wiadomo natomiast, jaka jest liczebność kobiet na listach kandydatów. W ostatnich wyborach w 1997 roku wśród osób kandydujących do Sejmu RP (ogółem 6615 osób) kobiety stanowiły 16 % (1058 kobiet - 15,99%). Niższy odsetek stanowiły kobiety wśród osób kandydujących do Senatu RP, gdzie ogółem kandydowało 521 osób, a wśród nich tylko 56 kobiet ( 10,75%).

Wyraźnie wyższa niż "przeciętna" reprezentacja kobiet była na listach dwóch partii: Krajowej Partii Emerytów i Rencistów (33%) i Unii Pracy (25%), nieco wyższa zaś na listach: Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców (DFK - 20%), Porozumienia Prawicy Polskiej (19%), Unii Wolności (18,5%), Krajowego Porozumienia Emerytów i Rencistów RP (17,5%).

Na listach 5 partii odsetek kobiet był bardzo zbliżony do ogólnopolskiego, tj. różnił się od niego o mniej niż 1%. I tak kobiety na listach Bloku dla Polski stanowiły nieco ponad 15% (15,36%), podobnie na listach Polskiej Wspólnoty Narodowej (15,46%), SLD (15,12%), a nieco ponad 16% na listach mniejszości narodowych (16,67%) i "Samoobrony" (16,25%).

Cztery partie umieściły mniej kobiet na swoich listach niż przeciętnie. Były to: Unia Polityki Realnej, gdzie kobiety stanowiły tylko nieco powyżej 9% (9,31%), Akcja Wyborcza "Solidarność" - niespełna 11% kobiet (10,87%), Ruch Odbudowy Polski (12,69%) i PSL (13,82%).

Odsetek, jaki stanowią kobiety na poszczególnych listach, z pewnością nie może być jedynym wskaźnikiem tego, jakie szanse dają partie kobietom-kandydatkom startującym w wyborach. Niewątpliwie ważne jest także miejsce, jakie przyznają kobietom na liście wyborczej. Nie znam żadnych polskich badań, które wskazywałyby, w jaki sposób ustalane są te listy i jakie kryteria decydują o przyznaniu kolejnych miejsc poszczególnym osobom. Wiadomo natomiast, że o ile w wyborach wyborcy mogą zmienić narzuconą przez partię kolejność kandydujących, o tyle nie mają zupełnie wpływu na kolejność osób wchodzących do parlamentu z list krajowych. Osoby, które na listach krajowych zajmują najwyższe pozycje, mają największe szanse na skorzystanie z tej możliwości stania się parlamentarzystą, mimo niekorzystnych wyników wyborów w swoim okręgu, a osoby znajdujące się na końcu tej listy praktycznie takich szans nie mają.

W ostatnich wyborach wiele partii nie umieściło w ogóle kobiet w pierwszych dziesiątkach kandydatów na listach krajowych. Najgorsze pozycje na liście krajowej wyznaczyła kobietom AWS: w trzech pierwszych dziesiątkach w ogóle nie było kobiet. Dopiero w czwartej dziesiątce znalazła się jedna kobieta, w piątej dziesiątce - 2, w szóstej i siódmej dziesiątce po jednej kobiecie. Ogółem AWS umieściła tylko 5 kobiet (na 70) na liście krajowej, a najlepsze miejsce wyznaczył kobiecie dopiero w czwartej dziesiątce kandydatów. Tylko 4 kobiety umieściło na liście krajowej PSL. Żadnej nie udostępniono miejsca ani w pierwszej, ani w drugiej dziesiątce. W trzeciej dziesiątce PSL umieścił 2 kobiety, po jednej w czwartej i piątej dziesiątce. Najwięcej kobiet na liście krajowej umieściła Unia Pracy - ogółem 19 kobiet (2 w pierwszej dziesiątce, 1 - w trzeciej dziesiątce, 2 - w czwartej; 4 w piątej dziesiątce; 3 w szóstej i w siódmej dziesiątce). Stosunkowo dużo kobiet umieściła na liście krajowej Unia Wolności - 15 (1 - w pierwszej dziesiątce, 3 w drugiej, 4 w trzeciej; 2 w czwartej, 4 w piątej, 1 w szóstej dziesiątce). Inny zabieg zastosowała partia SLD. Nie umieściła wprawdzie na liście krajowej szczególnie wielu kobiet (11), ale przyznała im bardzo wysokie miejsca - 4 z nich znalazły się w pierwszej dziesiątce, z czego 3 otwierały listę krajową SLD. Był to zapewne szczególny zabieg mający przekonać o promowaniu kobiet przez tę partię.

Ogółem na 10 partii i komitetów, które zgłosiły listę krajową, połowa (5) nie umieściła żadnej kobiety w pierwszej dziesiątce tej listy. Trzy spośród nich nie umieściły żadnej kobiety w dwóch pierwszych dziesiątkach. Jak już pisałam wyżej, jedna - zwycięska AWS nie umieściła żadnej kobiety w trzech pierwszych dziesiątkach listy krajowej. Łącznie w pierwszej dziesiątce wszystkie partie umieściły 10 kobiet i 90 mężczyzn, z czego 4 - to kandydatki wystawione przez SLD. Najwięcej kobiet umieszczono w piątej dziesiątce: 21 kobiet, 79 mężczyzn. Dysproporcje w rozdziale miejsc na listach krajowych między kandydatów-mężczyzn i kandydatki-kobiety są więc bardzo wyraźne. Ogółem wszystkie partie umieściły na swoich listach 93 kobiety i 607 mężczyzn, kobiety stanowiły więc 13%, a mężczyźni 87% na listach krajowych.

Kolejnym ważnym elementem wyborów, który warto zanalizować z interesującego mnie tutaj punktu widzenia, jest obecność problematyki równych praw kobiet i mężczyzn i specyficznych problemów kobiet w programach poszczególnych partii i komitetów wyborczych przygotowywanych przed wyborami.

Analizę taką przeprowadziłam po raz pierwszy przed poprzednimi wyborami parlamentarnymi w 1993 roku. Z punktu widzenia uwzględniania problemów kobiet w przygotowanych z okazji kampanii wyborczej programach partii, ulotkach i pisanych informacjach, partie biorące wówczas udział w wyborach można podzielić na trzy grupy:

1. Pierwszą grupę stanowiły partie, które w materiałach nie uwzględniały w ogóle problemów kobiet. Takich partii było zdecydowanie najwięcej. Do tej grupy należały zarówno partie centrowe, jak i prawicowe, związek zawodowy, a także partia stworzona z inicjatywy prezydenta. Tak więc o problemach i sytuacji kobiet nie wspominała w swych materiałach Unia Demokratyczna, Kongres Liberalno-Demokratyczny, NSZZ "Solidarność", PSL, BBWR ani wiele innych partii i koalicji startujących w wyborach.

2. Drugą grupę stanowiły partie, które wprawdzie wspominały o kobietach i ich sytuacji, ale lokowały je jedynie w rodzinie i w związku z rolami, które tradycyjnie pełnią kobiety w rodzinie. Przykładem może być tutaj Porozumienie Centrum - Zjednoczenie Polskie, które o sytuacji kobiet mówiło w stworzonym przez siebie programie polityki rodzinnej. Koalicja ta opowiedziała się za przedłużeniem urlopu macierzyńskiego, zrównaniem zasiłków dla bezrobotnych z zasiłkami wychowawczymi, co ma w ich mniemaniu dowartościować kobietę pracującą w domu. Postulowano także ułatwienia w podejmowaniu przez kobiety pracy w niepełnym wymiarze godzin, a także rozciągnięcie prawa do zasiłku wychowawczego na wszystkie kobiety. Najbardziej oryginalny ich postulat w tej sferze to doliczenie kobietom do emerytury 2 lat za każde urodzone dziecko. Program ten jest przykładem lokowania kobiet i ich problemów wyłącznie w sferze rodzinnej, ich problemy są widziane przede wszystkim przez pryzmat obowiązku opieki nad dziećmi, nie mówi się nic o kobiecie jako osobie samodzielnej, o własnych interesach i aspiracjach. Co więcej, za postulatami takimi, jak zwiększenie czy przedłużenie zasiłków i praca w niepełnym wymiarze godzin, kryje się założenie dalszego obciążania wyłącznie kobiet obowiązkiem opieki nad dziećmi i rodziną bez próby podziału tych obowiązków między oboje rodziców.

3. Do trzeciej grupy zaliczyć trzeba te nieliczne partie, które w materiałach drukowanych uwzględniły problemy kobiet. Były to przede wszystkim SLD i Unia Pracy. Główne tezy SLD w tym zakresie to: konieczność przeciwstawienia się dyskryminacji, aktywnego organizowania przez państwo opieki nad matką i dzieckiem, w tym nad samotną matką. Partia SLD była za zmianą ustawy regulującej problem aborcji. Postulowała także przywrócenie urzędu Pełnomocnika Rządu do spraw Kobiet i Rodziny. Unia Pracy domagała się przeciwstawienia się pogarszaniu sytuacji kobiet, podjęcia działań chroniących kobiety przed pauperyzacją, spychaniem na margines życia społecznego. Wspomniano, że kobiety w sposób szczególny dotknięte zostały bezrobociem, a także o dramatycznej sytuacji samotnych matek. Unia Pracy optowała również za zmianą ustawy regulującej problem aborcji, podkreślając, że do eliminacji aborcji dążyć trzeba poprzez rozbudowę uprawnień socjalnych, dostępność środków antykoncepcyjnych i oświatę seksualną. O sytuacji kobiet napomykała też w drukowanym programie "Samoobrona". W programie tym napisano, że umacniane powinno być równouprawnienie kobiet w życiu zawodowym i społecznym. Nie wspomniano natomiast, w jaki sposób powinno się ten postulat realizować (zob. M. Fuszara, 1994).

Bardzo podobnie scharakteryzować trzeba pisemne programy partii przygotowane przed wyborami w 1997 roku. Także i te programy można podzielić na 3 takie same, jak poprzednio grupy.

1. Najliczniejszą grupę, podobnie jak w 1993 roku, stanowią partie i koalicje, które nie wspominają o kobietach w swoich programach i nie stosują wymiaru płci w opisie rzeczywistości ani w programie proponowanych działań. Jest to takie konstruowanie programów partii, które przez jednych będzie określane jako "neutralne z punktu widzenia płci", a więc przyjmujące, że przedstawiane problemy i propozycje rozwiązań są uniwersalne i odnoszą się do całego społeczeństwa, przez innych zaś będą określane jako "ślepe na zróżnicowanie pod względem płci" (gender blindness) - zwolennicy takiej charakterystyki twierdzą, że nie istnieją ludzie "neutralni z punktu widzenia płci", a więc także działania, regulacje prawne czy programy działań nie mogą być pod tym względem neutralne, mogą co najwyżej być tak przedstawiane, mimo że tworzone są i dostosowywane do potrzeb, interesów i doświadczeń osób jednej tylko płci.

2. Drugą grupę stanowią partie, które wspominają o kobietach przy okazji omawiania problemu rodzin, nie mówią zaś o kobietach jako wyodrębnionym podmiocie, któremu partia ma coś do zaproponowania. Szczególnie eksponowany jest tu kontekst ról macierzyńskich i opiekuńczych pełnionych przez kobiety. Do grupy tej zaliczyć trzeba "Blok dla Polski", który jako pierwszy "filar programu" wymienia "zdrową rodzinę". Obok wyrażenia w nim poparcia dla rodziny wielodzietnej i wielopokoleniowej i dla ochrony życia poczętego deklaruje pomoc dla matki i dziecka oraz opowiada się za "swobodą wyboru dla rodzin przez stworzenie możliwości partnerskiego decydowania przez kobiety i mężczyzn w sposobie kształtowania życia rodzinnego i zawodowego" oraz za "umożliwieniem kobiecie pełnego powrotu do zawodu po okresie zupełnego poświęcenia się rodzinie. Proponujemy sześciogodzinny dzień pracy dla kobiet-matek, godzący ich ambicje zawodowe i obowiązki rodzinne". Mimo deklarowanej swobody i partnerstwa w kształtowaniu przez kobiety i mężczyzn życia rodzinnego i zawodowego tylko wobec kobiet zadeklarowano podjęcie rozwiązań umożliwiających powrót do pracy zawodowej po przerwie i skrócenie czasu pracy dla kobiet. Nie wspomniano, czy w następstwie owych zmian dotychczasowe wynagrodzenie pozostałoby takie samo, i nie uzasadniono, dlaczego takich rozwiązań nie proponuje się dla mężczyzn. Program ten więc uwzględnia tradycyjnie rozumianą specyfikę sytuacji kobiet - jako osób, które więcej niż mężczyźni pracują na rzecz domu. Zwracają uwagę określenia temu towarzyszące: w programie mówi się o "całkowitym poświęceniu rodzinie" i "obowiązkach rodzinnych" kobiet. Podobne podejście odnajdujemy w programie Unii Polityki Realnej. W części programu poświęconej rodzinie znajdujemy tu następujące stwierdzenia: "Należy (...) skasować wszystkie wbudowane w socjalistyczne państwo mechanizmy zaburzające naturalny podział ról w rodzinie. Poprzez obniżenie podatków i pobudzenie koniunktury gospodarczej, możemy uzyskać sytuację braku ekonomicznego przymusu pracy kobiet. Matka powinna mieć prawo wolnego wyboru czy pragnie poświęcić się rodzinie, pracy zawodowej czy jednemu i drugiemu." Znajdujemy tu nie zdefiniowany "naturalny" podział ról w rodzinie. Autorzy programu tylko w odniesieniu do kobiet piszą o "ekonomicznym przymusie pracy". Podobnie, jak w programie "Bloku dla Polski", tylko dla matek przewidują możliwość wyboru między różnymi rolami, nie postulują takiego wyboru dla ojców. Także w programie tej partii, kiedy mowa o spełnianych przez kobiety rolach, użyto określenia "poświęcenie się", nie użyto ich natomiast w odniesieniu do mężczyzn.

  1. Trzecią grupę stanowią partie, które kobietom poświęciły w swoich programach oddzielne miejsce. Podobnie jak w 1993 roku, także i teraz były to: Unia Pracy i Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Unia Pracy zadeklarowała ogólnie dążenie do wcielenia w życie zasad ratyfikowanej przez Polskę ONZ-towskiej Konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet. Ponadto wspomina o prawach kobiet w kontekście:

- prawa do pracy;

- praw rodziny, w tym prawa matek i dzieci do ochrony niezależnie od stanu cywilnego i stosunków rodzinnych. Zaznaczono, że ochrona rodziny nie może jednak oznaczać utrudnienia rozwodów. Rodzina musi mieć prawo do swobodnego określenia liczby dzieci;

- prawa do aborcji - program zawiera przyznanie "kobietom prawa do bezpiecznej aborcji, także ze wskazań społecznych", czemu "towarzyszyć musi polityka społeczna, która sprawi, że kobiety będą chciały korzystać z tego prawa jedynie w wyjątkowych sytuacjach".

Sojusz Lewicy Demokratycznej w dwóch miejscach odwołuje się do praw kobiet. W założeniach programowych umieścił specjalny punkt poświęcony prawom kobiet (punkt 5), w którym opowiada się za:

- równością praw i równością szans kobiet i mężczyzn;

- przeciwko dyskryminacji kobiet w zatrudnieniu;

- za prawem do świadomego macierzyństwa, prawem do aborcji i ograniczeniem liczby aborcji przez propagowanie oświaty seksualnej, poradnictwo i dostępność środków antykoncepcyjnych.

W "Deklaracji programowej" wśród skrótowo ujętych najważniejszych elementów programu pt. "Nasz program to" znalazł się punkt "Ochrona praw i godności kobiet, w tym prawa do świadomego macierzyństwa". Wśród zapowiedzi programowych znalazły się następujące stwierdzenia: "Ważne i oczekiwane treści odnajdą w nim polskie kobiety"; "Nic o nich - bez nich". Zapowiedziano niedopuszczenie do ograniczania praw kobiet i naruszania ich godności oraz przeciwstawienie się próbom odbierania kobietom "możliwości samodzielnego stanowienia o własnym losie i prawa do świadomego macierzyństwa". Wspomniano także o sferze publicznej: "Coraz więcej kobiet musi być obecnych w życiu publicznym, a ich aspiracje nie mogą być ograniczane tylko do wypełnienia tradycyjnie przypisanych im ról".

Porównanie przygotowanych przez partie w formie pisemnej programów przed wyborami w 1993 i w 1997 roku wskazuje na kontynuację tych samych tendencji. Tylko dwie partie (Unia Pracy i Sojusz Lewicy Demokratycznej) za każdym razem poświęciły w swoich programach oddzielne miejsce kobietom.

Jednym z najpopularniejszych sposobów prezentowania kandydatów i programów partyjnych przed wyborami są programy telewizyjne. Zarówno przed wyborami w 1993 roku, jak i przed wyborami w 1997 roku zanalizowałam programy telewizyjne przygotowane przez same partie i nadawane w bezpłatnym czasie w I programie TP.

Wypada zacząć od przedstawienia wyników analizy programów dokonanych w 1993 roku. Zaznaczyć trzeba, że nie była to analiza ilościowa dotycząca np. liczby pokazanych kobiet i mężczyzn, ich wypowiedzi i poświęconego im czasu antenowego, lecz wyłącznie analiza jakościowa.

Zacznijmy od stwierdzenia, że zaprezentowany wyżej podział na trzy grupy partii: te, które nie uwzględniły problemów kobiet w swoich programach, te, które mówią o problemach kobiet jedynie w kontekście rodziny i roli kobiet jako matek - opiekunek, oraz na te partie, które uwzględniały specyficzne problemy kobiet jako odrębnej grupy, zachowuje do pewnego stopnia swą wartość w odniesieniu do programów telewizyjnych. W 1993 roku jednak niemal znikła ta trzecia, najcenniejsza dla kobiet grupa wypowiedzi. Ogólnie mówiąc, w programach telewizyjnych prezentacja problemów kobiet przedstawiała się jeszcze mniej korzystnie niż w programach drukowanych. Zdecydowana większość partii o specyficznych problemach kobiet nie wspomniała w ogóle w programach telewizyjnych, nawet jeśli umieszczała je w pisemnych programach partii. Jedynie wypowiedź jednej kobiety z SLD o aborcji uznać można za wypowiedź reprezentującą typ wypowiedzi uwzględniającej specyficzne problemy kobiet. Można więc powiedzieć, że problemy kobiet jako odrębnej grupy w przedwyborczych programach telewizyjnych przygotowanych przez same partie w 1993 roku nie pojawiły się w ogóle.

Szerzej natomiast reprezentowany był drugi typ wypowiedzi, a więc taki, w których mówi się o problemach kobiet związanych z jej tradycyjną rolą w rodzinie i domu i apeluje się do kobiet - "matek czy opiekunek domowego ogniska". Do tego typu przekazów zaliczyć trzeba audycję "Samoobrony", w której mężczyzna mówił o krzyżu, jaki na swych barkach niosą kobiety polskie, a jest nim wychowanie, dbanie o rodzinę i jej codzienną egzystencję. Praca kobiety w domu porównywana była do niesienia krzyża, który kobiety niosą samotnie. Dlaczego tak się dzieje, "Samoobrona" w programie nie wyjaśniła. Podobnie wypowiadała się jedna z kandydatek "Samoobrony" mówiąca o walce kobiet o byt, o zamykaniu żłobków i przedszkoli i konieczności zadbania przez matki o los ich dzieci. Podobna była wypowiedź kandydata KPN, także i w tym wypadku - co charakterystyczne - mężczyzny prezentującego pogląd partii na problemy kobiet. Stwierdził on, że trwa ekonomiczny przymus pracy kobiet, gdyż mężczyzna nie jest w stanie utrzymać rodziny, a dodatki rodzinne są zbyt niskie. Pewien "ideał" który się z tej wypowiedzi wyłania, to sytuacja, w której jedynie mężczyzna pracuje zawodowo i dobrze zarabia, natomiast kobieta pozostaje w domu i świadczy na jego rzecz nieodpłatną pracę, bez innych własnych potrzeb czy aspiracji.

Kolej na analizę zagadnień, które w swych wypowiedziach poruszały kobiety-kandydatki poszczególnych partii. Były to przede wszystkim problemy ochrony zdrowia, ubezpieczeń społecznych, emerytur, bezrobocia, nędzy, sytuacji dzieci i bezpieczeństwa socjalnego. Wypowiedzi wszystkich kobiet dotyczyły codziennych spraw bytowych, przede wszystkim z zakresu opieki nad rodziną, dziećmi i ludźmi starymi, a także sytuacji materialnej. Tylko jedna kobieta, w programie KKW "Ojczyzna" mówiła o innych sprawach - nie z dziedziny spraw codziennych, a spraw ideologicznych i świata wartości. W tym wypadku kobieta przedstawiona była jako strażniczka wartości chrześcijańskich, Kościoła, odrębności i swoistości Polski na tle Europy.

Jedynie dwie kobiety należące do ścisłej czołówki liderów swojej partii pokazywane były w innym kontekście - ówczesna premier Hanna Suchocka oraz jedna z liderek Unii Pracy Wiesława Ziółkowska. Pokazywano je przede wszystkim na wiecach wyborczych, witane serdecznie przez tłum potencjalnych wyborców.

Sposób, w jaki prezentowane były postacie kobiet w telewizyjnych programach przygotowanych przez poszczególne partie, kontekst, w jakich je pokazywano, zdaje się związany ściśle z ogólnym programem partii. Najbardziej uderzająca może tu być różnica między np. Kongresem Liberalno-Demokratycznym, gdzie kobiety ukazywane były na tle nowoczesnych biur, a "Ojczyzną", która kobietę prezentowała jako matkę z niepokojem i samotnie oczekującą o zmierzchu w domu na dzieci.

Odnosi się to także do sposobu, w jaki partie pokazywały sylwetki kandydujących kobiet. I tak np. BBWR, przedstawiając swoją kandydatkę, oprócz informacji, że jest związana z wsią, eksponował fakt, że chodzi do kościoła i pomaga starszym ludziom. Żaden mężczyzna-kandydat nie został w podobny sposób scharakteryzowany.

Telewizyjna kampania wyborcza z 1997 roku była dokładniej zanalizowana. Podobnie jak w 1993 roku, badaniu poddano tylko programy przygotowane przez partie. Programy analizowano pod kątem dostępu kobiet i mężczyzn do czasu antenowego, którym bezpłatnie dysponowały partie dla wypromowania swoich ugrupowań i kandydatów, nadawane w programie I telewizji publicznej.

Zaczniemy od tego, kto reprezentuje partię w jej przedwyborczych programach telewizyjnych - kobiety czy mężczyźni. Okazało się, że aż 3 partie spośród 10 poświęciły w programach wyborczych 10% lub mniej czasu przeznaczonego na wszystkie wypowiedzi wypowiedziom kobiet. Były to: Polskie Stronnictwo Ludowe, w którego programach pojawiło się najmniej kobiet (3 kobiety, 58 mężczyzn - 5%), Unia Wolności (9 kobiet, 80 mężczyzn - 10%) i Unia Polityki Realnej (10%). Tylko jedna partia (Unia Pracy) poświęciła kobietom ponad 40% procent antenowego czasu, KREiR RP - 34%, a SLD - niemal 30%.

Kolejne pytanie dotyczy prezentacji kobiet-kandydatek i mężczyzn-kandydatów w programach przedwyborczych. Ponownie okazało się, że 3 partie przedstawiły w swoich programach najmniej kobiet-kandydatek. Były to: PSL, które nie przedstawiło żadnej kobiety-kandydatki; UPR, która lansowała jedną kandydująca kobietę, oraz Unia Wolności, która przedstawiła 5 kobiet-kandydatek (10%). Największy odsetek kobiety-kandydatki stanowiły w programach przygotowanych przez SLD (37%), KPEiR (33%) i Unię Pracy (31%).

Zabiegiem stosowanym przez wszystkie partie w audycjach wyborczych jest prezentowanie programu partii czy choćby ważnych zdaniem partii problemów przez głos dobiegający spoza ekranu (z offu), na tle obrazu filmowego. Okazało się, że zawsze i przez wszystkie partie wykorzystywany jest do takiej prezentacji głos męski. Ani razu ani jedna partia nie użyła do tego rodzaju prezentacji głosu kobiecego.

Trzeba wreszcie pokazać, ile czasu zajęły w programach przedwyborczych poszczególnych partii i komitetów wyborczych wypowiedzi kobiet, a ile wypowiedzi mężczyzn. Okazało się, że największe dysproporcje w korzystaniu przez kobiety i mężczyzn z bezpłatnego czasu antenowego pojawiają się wówczas, gdy weźmiemy pod uwagę czas, jaki na antenie zajęły wypowiedzi kobiet i mężczyzn (w obliczeniach za 100% uznano czas wypowiedzi kobiet i mężczyzn, pominięto materiał filmowy, piosenki etc.). Aż połowa partii (5 z 10) udostępniła kobietom mniej niż 10% czasu antenowego, który przeznaczono na wszystkie wypowiedzi, przy czym 3 z nich przeznaczyły mniej niż 5% czasu dla kobiet, były to: PSL, UPR i KPEiR. Dwie - Blok dla Polski i Unia Wolności, udostępniły kobietom blisko 10% czasu przeznaczonego na wypowiedzi. Specyficzna sytuacja dotyczy KPEiR RP, który udostępnił część czasu kandydatom innego komitetu (AWS) i został dużej części antenowego czasu pozbawiony - wśród audycji, które nadał, procentowo najwięcej czasu zajęły wypowiedzi kobiet. Stosunkowo dużo czasu (ponad 1/4) zajęły wypowiedzi kobiet w programach przedwyborczych SLD.

Analizie poddano też treść wypowiedzi kobiet i mężczyzn kandydujących z ramienia poszczególnych partii. Doprowadziło to do wyróżnienia problemów, które omawiane były przez kobiety i przez mężczyzn. Na tej podstawie spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy kobiety i mężczyźni prezentowali inne czy też takie same problemy. Brak odpowiednich badań nie pozwala nam odpowiedzieć na pytanie, na ile kandydatki/kandydaci sami wybierają temat, o którym mówią w programie telewizyjnym, a na ile decydują o tym szefowie kampanii wyborczej. Pojedyncze wywiady nieformalne z kobietami-kandydatkami pozwalają przypuszczać, że w głównym stopniu decydują o tym szefowie kampanii wyborczych poszczególnych partii. Przedstawione powyżej listy pozwalają stwierdzić, że w 1997 roku nie było właściwie (poza incydentalnymi tematami poruszanymi przez jedną osobę) w przedwyborczych programach telewizyjnych takich tematów, na które wypowiadaliby się mężczyźni, a nie poruszyłyby ich nigdy kobiety, lub o których mówiłyby kobiety, a zupełnie pomijali je mężczyźni. Różnica tkwi natomiast w częstotliwości, z jaką kobiety i mężczyźni podejmowali poszczególne tematy. Ogólnie bardzo mała ilość czasu przeznaczona na wypowiedzi kobiet nie pozwala tutaj na sensowne porównywanie czasu poświęcanego poszczególnym problemom przez kobiety i mężczyzn. W przypadku kobiet były to najczęściej jedno- lub kilkuzdaniowe wypowiedzi o niezwykle krótkim czasie trwania. Różnice w częstotliwości poruszania niektórych tematów są jednak wyraźne. I tak mężczyźni ze wszystkich partii mówili o bezpieczeństwie wewnętrznym i o gospodarce, natomiast problemy te pojawiały się jedynie w pojedynczych wypowiedziach kobiet. Natomiast edukacja czy zdrowie to tematy, które znajdowały stosunkowo wiele miejsca w wypowiedziach kobiet, miały też nieco inną zawartość, niż wypowiedzi mężczyzn na ten sam temat - w przypadku edukacji kobiety częściej mówiły o aspektach programowych, w przypadku zarówno edukacji, jak i zdrowia częściej niż mężczyźni mówiły o sytuacji osób tam pracujących.

Pewne dysproporcje w poruszanych tematach wynikają z braku kobiet-kandydatek wśród osób pokazywanych przez niektóre partie. Tak było np. przy omawianiu problemów wsi - PSL nie przedstawiło żadnej kobiety-kandydatki, ogólnie w wypowiedziach kobiet mniej miejsca zajęły kwestie związane ze sprawami wsi.

Bardzo ciekawe są wyniki analizy dotyczące jednego z najważniejszych tu wątków - prezentowania wprost problemów kobiet. Wynik jest analogiczny do poprzednich, uzyskanych na podstawie analizy pisemnych programów partii i analizy ilościowej programów telewizyjnych - tylko przedstawiciele SLD i UP mówili wprost o prawach kobiet. W obu przypadkach mówili o tym zarówno mężczyźni, jak i kobiety z tych partii. Tylko jedna partia postulowała zmniejszenie czasu pracy dla kobiet, które miałoby im ułatwić pełnienie ról macierzyńskich; postulat ów wysunęła tylko jedna kobieta w programie tej partii (BdP).

A zatem, w porównaniu z telewizyjną kampanią wyborczą z 1993 roku, problem dyskryminacji kobiet pojawił się w 1997 roku w znacznie szerszym zakresie. Umieściły go w swych programach - tym razem zarówno w wersjach pisemnych, jak i telewizyjnych - dwie partie, które i w 1993, i w1997 roku zamieściły je w programach pisemnych. Zniknęły w 1997 roku, obecne w programach telewizyjnych w 1993 roku, paternalistyczne teksty mówione "zamiast kobiet" przez mężczyzn, a poświęcone ciężkiej doli kobiety, wyrażane przez mężczyzn opinie o chęci pozostania przez kobiety w domu i tym podobne wypowiedzi.

Reprezentacja kobiet we władzy ustawodawczej jest niska, a przeprowadzone badania wskazują, że wiele barier zwiększenia reprezentacji kobiet pojawia się na znacznie wcześniejszym etapie niż głosowanie podczas wyborów. Niska jest także reprezentacja kobiet we władzy wykonawczej. W obecnym rządzie kobiety piastują dwa stanowiska ministrów: Kultury i Sztuki oraz Sprawiedliwości. Są takie resorty, w których żadnego stanowiska kierowniczego nie powierzono kobiecie, choć nigdy nie dzieje się odwrotnie - nie możemy znaleźć ani jednego resortu, w którym żadnego stanowiska kierowniczego nie powierzono by mężczyźnie. I tak (według stanu na dzień 8 maja 1998 roku) żadnego stanowiska kierowniczego nie piastowała kobieta w:

- kancelarii Prezesa Rady Ministrów;

- w Rządowym Centrum Studiów Strategicznych;

- w Urzędzie Służby Cywilnej;

- w Komitecie Integracji Europejskiej (tu nastąpiła później zmiana i stanowisko kierownicze powierzono kobiecie po publicznej kłótni dwóch mężczyzn zajmujących kierownicze stanowiska);

- w Ministerstwie Łączności;

- w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji;

- w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

W kilku resortach pojedyncze kobiety objęły stanowiska kierownicze. Zwraca uwagę fakt, że nawet w tak sfeminizowanej branży jak edukacja, tylko jedna kobieta objęła stanowisko wiceministra (na 6 kierowniczych stanowisk). Ponadto po jednej kobiecie na stanowiskach kierowniczych spotykamy w: Ministerstwie Finansów (na 9 kierowniczych stanowisk), w Ministerstwie Gospodarki (na 8), w Ministerstwie Rolnictwa (na 6), w Ministerstwie Ochrony Środowiska (na 6). Dwie kobiety znalazły się na kierowniczych stanowiskach w Ministerstwie Skarbu (na 7 kierowniczych stanowisk), 3 w Ministerstwie Zdrowia i Opieki Społecznej (na 7). Jedynie w Ministerstwie Pracy i Polityki Socjalnej kobiety stanowią większość osób na stanowiskach wiceministrów lub na stanowiskach równorzędnych - jest ich 4 na 6 kierowniczych stanowisk.

Podobnie sytuacja wygląda na jeszcze niższym szczeblu rządowym. Kobiety znacznie rzadziej niż mężczyźni są dyrektorami i wicedyrektorami. W Ministerstwie transportu na 17 dyrektorów jest 1 kobieta, w Ministerstwie Łączności - 2 na 10 dyrektorów, w Ministerstwie Ochrony Środowiska - 2 na 19, w Ministerstwie Zdrowia 7 na 14, w MSWiA - 1 na 17, w Ministerstwie Rolnictwa - 1 na 17.

Możemy więc powiedzieć, że kobiety zajmują bardzo niewiele stanowisk kierowniczych we władzy wykonawczej, a więc mają bardzo niewielkie możliwości decydowania o polityce państwa, zaś mała reprezentacja kobiet w parlamencie przesądza o małych możliwościach wpływania przez kobiety na kształt legislacji.

Zasadnicze pytanie brzmi: dlaczego ważne jest, aby było więcej kobiet we władzy. Są trzy główne przyczyny, które wymienia się w literaturze feministycznej. Pierwsza z nich to zasada sprawiedliwości, zgodnie z którą kobiety i mężczyźni powinni mieć realnie równy dostęp do wysokich urzędów, w tym do parlamentu, którego skład powinien odbijać w przybliżeniu choćby skład populacji pod względem płci.

Drugie uzasadnienie odwołuje się do reprezentacji interesów: kobieca reprezentacja w parlamencie powinna osiągać odpowiednio wysoki procent, aby w realny sposób mogła reprezentować interesy grupowe kobiet. Przeprowadzone w Polsce badania wskazują, że argument ten jest istotny dla bardzo wielu kobiet. Aż 47% kobiet to zwolenniczki poglądu, że sprawy ważne dla kobiet traktowane są poważnie przez polityków i rozstrzygane korzystnie dla kobiet tylko wówczas, gdy we władzach i na wysokich stanowiskach jest dość dużo kobiet. Pogląd taki znacznie rzadziej podzielają mężczyźni - tylko 29% badanych mężczyzn było zwolennikami takiego poglądu (M. Fuszara, 1994).

Trzeci rodzaj uzasadnienia odnosi się do odmienności doświadczeń kobiet i mężczyzn - ta odmienność doświadczeń powoduje, że reprezentacja kobiet konieczna jest dla uwzględnienia punktu widzenia kobiet w trakcie podejmowania decyzji, a także w ustawodawstwie. W opracowaniach dotyczących udziału kobiet w gremiach podejmujących decyzję podkreśla się, że ta odmienność doświadczeń i wynikająca z niej konieczność szerokiej reprezentacji kobiet jest najmniej kontrowersyjnym argumentem na rzecz zwiększenia reprezentacji kobiet (M. Wadstein, 1996). Ponadto podkreśla się, że opozycja wobec tego argumentu musi oznaczać, iż oponent uznaje doświadczenia kobiet za nieważne, a co najmniej za mniej ważne niż doświadczenia mężczyzn.

Analizy dotyczące polityki, demokracji czy porządku prawnego prowadzone z perspektywy kobiet budzą często wątpliwości, czy płeć powinna być brana pod uwagę przy tworzeniu porządku prawnego lub społecznego. W literaturze feministycznej podkreśla się jednak, że takie pytanie powinno być przede wszystkim postawione w odniesieniu do obecnej sytuacji i do już istniejącego prawa i porządku społecznego. Regulacje prawne czy reguły życia politycznego przedstawiane jako "neutralne pod względem płci" zdaniem autorek feministycznych najczęściej nie są wolne od wpływu płci, gdyż odzwierciedlają męskie interesy i wartości. Dyskryminacja kobiet nie następuje już obecnie, tak jak było to np. w XIX wieku, przez niedopuszczenie kobiet do atrakcyjnych zajęć czy stanowisk, ale ma swoje źródło w strukturze społecznej, która faworyzuje mężczyzn - to mężczyźni definiują zasługi, do mężczyzn dostosowywane są standardy, oczekiwania i kryteria awansów w pracy zawodowej i w życiu publicznym, do męskich doświadczeń dostosowuje się regulacja prawna, do męskich preferencji - zasady i zakres ingerencji państwa w życie jednostki. Dlatego do stworzenia równości kobiet i mężczyzn nie wystarcza usunięcie dyskryminacji, ale nadanie władzy. "Równość wymaga nie tylko równych szans przy obsadzaniu zdefiniowanych przez mężczyzn ról, ale także tworzenia ról definiowanych przez kobiety (....) takie nadanie władzy mogłoby radykalnie zmienić kształt naszego społeczeństwa" (W. Kymlicka, 1992 ). Szczególna rola udziału kobiet w tworzeniu standardów, w tym standardów prawnych, i dostosowywaniu prawa do potrzeb kobiet podkreślana jest zwłaszcza w odniesieniu do państw postkomunistycznych (N. Lacey, 1994), a więc także w odniesieniu do Polski, dlatego właśnie, że państwa te przechodzą obecnie głęboką transformację społeczną i prawną, która na nowo określi kompetencje, rozdzieli zakresy władzy i zdefiniuje cały szereg zagadnień przesądzających także o - jak to się niekiedy określa - nowym kontrakcie płci.

CELE KRAJOWEGO PROGRAMU DZIAŁAŃ NA RZECZ KOBIET - KOBIETY A WŁADZA I PROCES PODEJMOWANIA DECYZJI

/Krajowy program działań na rzecz kobiet (pierwszy etap wdrożeniowy do 2000 r.), Kancelaria Prezesa Rady Ministrów Pełnomocnik Rządu ds. Rodziny i Kobiet, Warszawa 1997./
Działania kierunkowe Zadania programowe
Osiąganie równowagi płci:

: w obsadzaniu kierowniczych stanowisk w publicznych jednostkach administracyjnych, rządzie, sądownictwie

: wybieraniu kobiet do organów przedstawicielskich, partii politycznych i związków zawodowych

: zatrudnianiu kobiet na decyzyjnych stanowiskach w jednostkach gospodarczych

- Sporządzenie szczegółowego raportu dotyczącego obsady stanowisk kierowniczych, z uwzględnieniem podziału na mężczyzn i kobiety w instytucjach

- Opracowanie zasad i kryteriów obsadzania stanowisk kierowniczych w sferze budżetowej zapewniających respektowanie równych praw i szans kobiet

- Przestrzeganie równego udziału kobiet i mężczyzn - kandydatów na listach przedstawionych przez Polskę do obieralnych ciał ONZ i innych organizacji międzynarodowych

- Wyznaczenie, w urzędach organów administracji rządowej, osób odpowiedzialnych za monitorowanie realizacji zasady równości płci, także w dostępie do stanowisk kierowniczych

Zwiększenie udziału kobiet w procesie podejmowania decyzji i przywództwie Stwarzanie mechanizmów, systemu szkoleń i doradztwa dla zachęcania kobiet do udziału w wyborach w procesie sprawowania władzy, aktywności politycznej i innych sferach związanych z przywództwem

: przygotowywanie kobiet do zajmowania wyższych stanowisk w strukturach decyzyjnych poprzez kształcenie obejmujące: kształtowanie cech przywódczych, sposoby osiągania celów, style pracy i zarządzania, samodoskonalenie

: wspieranie merytoryczne i logistyczne organizacji pozarządowych zajmujących się szkoleniem kobiet w różnych dziedzinach życia społecznego, gospodarczego, politycznego

: wspomaganie organizacji pozarządowych i jednostek naukowo-badawczych prowadzących badania nad udziałem kobiet i ich rolą w środowisku i procesach decyzyjnych

Bibliografia:

1. Małgorzata Fuszara, Rola kobiet w polityce w ich własnych opiniach i programach partii politycznych przed wyborami 1993 w: Kobiety: dawne i nowe role, Centrum Europejskie Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1994, s. 45 - 60.

2. Will Kymlicka, Contemporary Political Philosophy. An Inroduction, Clarendon press Oxford 1992, wg wydania polskiego, in print.

3. Lacey Nicola, Community, Identity, and Power: Some Thoughts on Women and Law in Central and Eastern Europe, UCLa Women's Law Journal, t. 5, 1994 p. 15-48.

4. Walentyna Najdus, O prawa kobiet w zaborze austriackim w: A. Żarnowska, A. Szwarc Kobieta i świat polityki, Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1994, s. 99-118.

5. Joyce Outshoorn, Theories of Democracy and Representation w: Group of Specialists on Equality and Democracy. Final Report, Contributions and studies, Council of Europe Publishing, Strasbourg 1996, p. 34-48.

6. Giovanni Sartori, Teoria demokracji, Polskie Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1994.

7. Margareta Wadstein, Evaluation of Women's Contribution to Democracy in Nordic Countries in:Group of Specialists on Equality and Democracy. Final Report, Contributions and studies, Council of Europe Publishing, Strasbourg 1996, s. 52-66.

8. Sławomira Walczewska, Czy kobietom w Polsce potrzebny jest feminizm w: Henryk Domański, Anna Titkow (red.) Co to znaczy być kobietą w Polsce, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa 1995.

9. Women in Politics in the Council of Europe Member States, Strasbourg 1997.


Raport CPK
Nasze poradniki